Kliknij tutaj --> 🦞 on chce mnie tylko do łóżka

Łobuzy bezbożne, ręce przy sobie i macie spać osobno! Jak podaje Radio ZET, organizacja Ordo Iuris zaleca hotelom, by nie wynajmowały pokoi z dużymi łóżkami, które nie są małżeństwami. Kontrowersyjne zalecenia znalazły się w najnowszym poradniku poświęconym "wolności słowa, sumienia i wyznania w miejscu pracy". Na tym jednak przede wszystkim nie denerwuj się, ja też miałam podobnie jak ty, synek miał taki okres że chciał tylko na rękach a potem był problem żeby go przyzwyczaić do łóżka z powrotem :-) nie mogłam nawet spokojnie wyjść do toalety ani nic a sytuacje pogarszał nadwrażliwy teściu, więc nawet robiłam sobie śniadanie z dzieckiem na ręku :-) ale jeżeli tylko będziesz cierpliwa to 9.Chce spędzać czas tylko w łóżku Mimo wielu propozycji, on woli zostać z Tobą w łóżku. Na krótki okres czasu jest to przyjemne, jednak szybko uświadomisz sobie, że nie przekraczacie granicy własnego łóżka. Oprócz HIV są przecież choroby weneryczne. To nie ja ciągnę go do łóżka. Z drugiej strony, może mam ochotę na seks z tym facetem. Na przygodę. Miałam kiedyś partnera, któremu nie Traductions en contexte de "nie próbował zaciągnąć mnie do łóżka" en polonais-français avec Reverso Context : Nie, nawet nie próbował zaciągnąć mnie do łóżka. Je Recherche Site De Rencontre Gratuit. Zakochałam się w nim, a on potraktował mnie jak rzecz. Żałuję, że w ogóle się z nim spotykałam – mówi Angelika. Dziewczyna pomyliła miłość z pożądaniem, zdarza się – historia jakich wiele. Ale dlaczego coraz więcej kobiet staję się przedmiotem, a nie podmiotem miłości, godzi się na rolę zabawki seksualnej, „jest używana”, a nie kochana?Źródło: ThinkstockphotosZakochałam się w nim, a on potraktował mnie jak rzecz. Żałuję, że w ogóle się z nim spotykałam – mówi Angelika. Dziewczyna pomyliła miłość z pożądaniem, zdarza się – historia jakich wiele. Ale dlaczego coraz więcej kobiet staję się przedmiotem, a nie podmiotem miłości, godzi się na rolę zabawki seksualnej, „jest używana”, a nie kochana?Obecnie wiele kobiet jest w stanie zrobić niemal wszystko, żeby tylko zatrzymać mężczyznę przy sobie: poświęcają zawodowe plany, marzenia o macierzyństwie i szczęśliwej rodzinie, godzą się na związek bez zobowiązań. I często kobiety naprawdę kochają swoich partnerów, a oni – zaabsorbowani sobą - zwyczajnie to wykorzystują: zwodzą je, uwodzą i obiecują. Dlaczego dziewczyny pozwalają sobie na takie traktowanie?Od zakochania do zerwaniaAngelika poznała Tomka klubie. Pewnego wieczoru wybrała się z koleżanką na plotki. – Od razu mi się spodobał: miły, z poczuciem humoru i kulturalny. Nie wahałam się ani chwili, gdy zaproponował mi spotkanie - opowiada 30-letnia Angelika. - Tak zaczęła się nasza znajomość. Spotykaliśmy się, a ja z każdym dniem czułam, jak się w nim zakochuję. Wpadłam po uszy. Zaczęło mi zależeć. Myślałam, że jemu też - razem zamieszkać. Na początku ich „miłość” kwitła: chłopak ją adorował. Jednak sielanka nie trwała długo. Tomek zaczął znikać wieczorami, często wychodził i chociaż Angelika bardzo go kochała, rozumiała, że czasami chce pobyć tylko z kolegami. Ale potem coś zaczęło się psuć. – Ciągle się kłóciliśmy. Miałam pretensje, że poświęca mi mniej czasu, nie dba o mnie, a ja potrzebowałam czułości, wsparcia, bliskości - mówi i dostawał to, co chciałDziewczyna postanowiła, że zakończy związek. Przeanalizowała wszystko i doszła do wniosku, że on jej nie kocha. Bardzo ją to bolało, tęskniła za nim, myślałam o nim. Pewnego wieczoru zapukał do jej drzwi i… został na noc. – Potem było tak wiele razy. Nie potrafiłam przestać. Za każdym razem, kiedy przychodził do mnie, obiecywałam sobie, że to jeszcze tylko ten jeden, ostatni raz i… - zamyśla się – pozwalałam mu zostać. Przychodził, kiedy chciał i dostawał to, co chce. Wiedziałam, że mnie nie kocha, że nic to dla niego nie znaczy, był zimny, zero uczuć, nic. Mimo to nie potrafiłam przestać, nie wiem, dlaczego. Kochałam go, to było silniejsze ode mnie - dodaje i spuszcza wzrok. Przyszedł jednak taki dzień, kiedy uświadomiła sobie, że nie może tak dłużej żyć. – Zapytałam samą siebie: dlaczego daję mu się tak traktować? Przecież nie zatrzymam go na siłę - wspomina Angelika. Jeszcze raz wszystko przemyślała i zrozumiała, że Tomek jest wiecznym chłopcem i nie nadaje się do stałego związku. Nigdy jej nie kochał, od początku zwodził i manipulował, bawił się jej uczuciami. Niestety, to było nic innego jak egoistyczne pożądanie. – Ja chciałam stałego związku, potrzebowałam ciepła i miłości, a on związku bez zobowiązań. Chodziło mu tylko o seks - mówi Angelika. Dziewczyna zrozumiała swój błąd, dojrzała i postanowiła poczekać na prawdziwą nie miłość, to tylko pożądanieHistoria Angeliki i ciekawa wypowiedź jednego z internauty zmusza do refleksji nad przedmiotowym traktowaniem kobiet: „Tylko 15 proc. mężczyzn kochało swoje partnerki w chwili podejmowania współżycia. Ponad 80 proc. rozpoczęło je - jak sami przyznają - dążąc jedynie do osiągnięcia przyjemności seksualnej. Co to oznacza? W takim wypadku nie traktuje się kobiety jako pełnowartościowej osoby, ale jak rzecz, której można używać dla własnej przyjemności. Staje się ona w takim układzie swego rodzaju zabawką. Ma być ładna, pociągająca i zgodzić się na wszystko, na co on ma ochotę. Mężczyzna chce się nią bawić, nie myśli o małżeństwie i nie ma ochoty być ojcem."- napisał na forum kobiety zgadzają się na rolę „zabawki seksualnej”? Na seks bez zobowiązań i związek bez przyszłości? Być może im również odpowiada taki układ? Izabela Trybus, psychoterapeuta, uważa inaczej. Tłumaczy, że są kobiety, które „kochają za bardzo”: - Mimo, iż wiele kobiet deklaruje, że są singielkami i żyją samotnie z wyboru, to jest grupa kobiet, które, jak powietrza, potrzebują do życia miłości. Kobieta, która ma niskie poczucie własnej wartości, łatwiej podda się adoracji mężczyzny, gdyż uzna to za spełnienie jej marzeń, bez weryfikacji, jaki to jest mężczyzna. Kobieta, która nie wierzy w to, iż zasługuje na miłość i związek z mężczyzną, który będzie ją szanował i dla którego będzie ważna, czasami dochodzi do wniosku, że to, co ma w sobie najcenniejszego, to seks. Psychoterapeutka uważa także, że kobiety, które wybierają mężczyzn w jakiś sposób niedostępnych – a takim można uznać mężczyznę, który z różnych powodów, nie chce być w stałym związku z nią– mogą bać się bliskości. - Wiele kobiet nigdy nie doświadczyło, jak to jest być w bliskim, bezpiecznym i pełnym miłości i szacunku związku, szczególnie w najwcześniejszych latach życia - mówi Izabela Trybus, uwodzeniaKażdy z nas lgnie do osób, które sprawiają, że czujemy się piękni, dobrzy i mądrzy. I mężczyźni potrafią to umiejętnie wykorzystać: udają, że martwią się o nas, zależy im na nas. Bo uwodzenie to nic innego jak celowe i instrumentalne okazywanie serdeczności, podziwu i uznania. Mężczyźni-uwodziciele pragną zdobyć wpływ i kontrolę nad kobietą, aby osiągnąć korzyści, czyli podporządkować ją sobie i… do woli używać. Dziewczyna, która jest zakochana w swoim chłopaku, na początku nie potrafi tego rozpoznać (tak jak w przypadku Angeliki). Do czego to prowadzi? A do tego, że mylimy miłość z pożądaniem. Kobieta, która staje się obiektem uwodzenia, ma złudne wrażenie, że ktoś ją ceni, adoruje, nad związkiemDlaczego nie warto tkwić w toksycznym związku? - W dorosłym życiu tworzymy zazwyczaj związki oparte o przykład z najbliższego otoczenia, czyli naszych rodziców. To w rodzinie uczymy się, czy można kochać kogoś tak po prostu, czy dlatego, że spełnia nasze potrzeby. Kobieta, która dostała taki wzorzec, może bać się odrzucenia na tyle, że nie zakończy związku, z którego nie jest zadowolona. Na początku nie przyjmie do wiadomości, że mężczyzna nie zasługuje na nią, a potem będzie liczyć na to, że się zmieni, a ona to uczyni np. swoją miłością do niego wyrażaną poprzez kontakty seksualne. Jest też grupa kobiet, która zostaje w takich związkach bardzo długo. I czasami zdarza się, że takie kobiety trafiają do gabinetu psychoterapeuty, bo są już w takim momencie, że same nie są w stanie wyplątać się z układu, który bardzo je krzywdzi. Oczywiście, nie zawsze jest konieczność terapii, to zawsze zależy od indywidualnej decyzji każdej z kobiet. Im więcej takich związków w życiu kobiety, tym częściej zastanawiają się: dlaczego mi się to przydarza? Wtedy trafiają na terapię - wyjaśnia Izabela Trybus, przekonuje, że najważniejsza jest pewność siebie: jeśli będziemy szanowały same siebie, to nie pozwolimy się źle traktować i będziemy umiały bronić się przed osobami, które chcą nas jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści. zapytał(a) o 18:17 Czy on był ze mną tylko żeby pójść do łóżka i mnie pomacać .? Chodziłam z pewnym chłopakiem ( byłam z nim 2 razy ) .-> On ma 17 lat w maju 18 . a ja mam 14. Kiedy z nim byłam z 3 dzień to zaczął dotykać moje piersi ... i tak przez pare dni dalej to robił i mnie całował, mówił że mnie kocha itp. Innym razem jak byliśmy w parku to całowaliśmy się pod drzewem (ja się opierałam o drzewo) i udawał że mnie ruuchaa . no i mnie macał popiersiach znów. Innym znowu razem robił to samo i powiedział że jestem tylko jego itp. ( To było jeszcze za 1 razem jak z nim byłam )Za pierwszym razem zerwałam z nim ponieważ mu się strasznie śpieszy z wszystkim .(chodzi o sex itp. ) I jak mu to powiedziałam że dlatego z nim zrywam to on mi powiedział że to nie powód do zrywania . ;/powiedział ze mam mu dac szanse . ale musze go pilnować . ( Dobra , dałam mu tę 2 szansę ) I ...Fakt hamował się po nie robił tych rzeczy po 3 dnich tylko po ok. tyg. ale pare dni później ...... kiedy bylismy sami w parku było ciemno , połżyliśmy się na ławce ... ja lezałam pod nim , i on rozpiął mi rozporek i włożył palce pod moje majtki i zaczął mnie dotykać . xdI po tym zdarzeniu następnego dnia zerwałam z nim . Tego wieczoru kiedy wróciłam do domu , czułam się strasznie ponizona i wgl. więdząc że chłopak któremy wgl. na mnie nie zalezy mnie dodtykał . ;/ Tzn. on mówi że mnie kocha i wgl. ale ja NIE WIERZE .!F ale ja z nim zerwałam bo mam wrażenie że on tylko i wyłącznie z tego powodu ze mną jest . ;(Ale brakuje mi go :( Ja bym z nim była ... ale ja nie jestem jeszcze gotowa na sex. ;(Nie mówie że go kocham ... ale . ;(Ja wgl. nie wiem co mam o tym wsyztskim myśleć . Moja mama mówi że widać że mu na mnie zalezy , ale ona nie wie o tych rzeczach ... co opisałam . ;/Cały czas on do mnie pisze żebym do neigo wóciła itp. POMOŻCIE proszę . ;( To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać 1 ocena Najlepsza odp: 100% Najlepsza odpowiedź blocked odpowiedział(a) o 18:23: Jak długo byliście razem że mówił że Cię kocha?Po tym co piszesz, wiesz, faceci tacy są, chcą dotykać nasze miejsca intymne ale TY musisz wiedzieć czy tego chcesz. Jeżeli nie chcesz, nie bój się powiedzieć "NIE!" :)Wg dobrze zrobiłaś że z nim zerwałaś :)Okaże się po czacie czy jemu naprawdę na Tobie zależy, jeśli tak będzie pisał, przepraszał itp :)Głowa do góry, jesteś jeszcze młoda i dużo przed Tobą! Odpowiedzi nie wracaj dałaś mu 2 szanse nie wymiekaj bo będzie to samo a nawet gorzej jak chcesz do niego wrócic to radze chodzic z przyjaciółmi i z nim. odpowiedział(a) o 18:21 O matko zerwij z nim miej go w dupie nawe jak sie zabije znajdziez innego chłopaka spoko niebuj się zreszta wiek nie ale 14 lat i sex bez jaj ! ten chłopak to tchuż robi to tylko dla sexsu on ma 17 la moze dla niego to normalne ale nie dla ciebie pobawi sie i cie rzuci blocked odpowiedział(a) o 18:21 ja bym już mu nie dała sznasy . jeżeli znowu zaczą cie macać moim zdanie zależy mu tylko na tym ..ale jeżeli chcesz z nim być to musisz z nim poważnie porozmawiać uważam że nie powinnaś spotykać się z chłopakiem o tyle starszym w tym wieku to oni myślą tylko o seksie dawaj jemu nadzieje że będzie z tobą ale w ten sposób sprawdzaj że zależy jemu na miłości z tobą , że cię kocha itd ..jak będziesz widzieć że on cię kocha to chodz z nim , a jak będzie jemu zalażeć tylko na seksie to nie chodz z nim ( jak go kochasz to jak chcesz chodz z nim chociaż uważasz że jumu na seksie zależy ) ..oducz jego od tego trochę , pogadaj z nim o tym itd ..teraz zależy od ciebie jak zrobisz ;Pwszystko będzie dobrze zobaczysz i głowa do góry :* Szedol odpowiedział(a) o 18:18 GrzeHuP odpowiedział(a) o 18:18 tak, chciał cie tylko pomacać blocked odpowiedział(a) o 18:21 Daj chłopkowi jasno do zrozumienia, że jeżeli jest z tobą tylko z tego powodu to niech sobie odpuści. On zapewne zaprzeczy... lecz zaznacz, że dalsze próby "zbliżenia" się do ciebie nie on jednak postąpi tak ponownie.. nie dawaj mu już kolejnej szansy. catty odpowiedział(a) o 18:21 no ewidentnie chce cie przeleciec!jakis totalny swir, przeciez ty masz dopiero 14 lat!zerwij z nim i naprawde nie miej z nim nic do czynienia...tylko by cie macal ,a w koncu wział siłą;/ Dadly117 odpowiedział(a) o 18:17 4 lata hmm.. to chyba podpada pod pedofilie... pozdrawiam Uważasz, że ktoś się myli? lub fot. Adobe Stock, dianagrytsku Sama nie wiem, kiedy się w tym wszystkim pogubiłam. Zaczęło się od wyjazdu z domu na studia. Zdałam na Uniwersytet Ekonomiczny. Rodzice bardzo się cieszyli. Ja też. Oni dlatego, że będę uczyć się w dobrej szkole. A ja miałam przed sobą wspaniałą perspektywę nieskrępowanej niczym wolności. Byłam bardzo podekscytowana. Akademik, nowi znajomi, wieczorne wyjścia na miasto, imprezy – tak właśnie wyobrażałam sobie dorosłość, dojrzałość. Jako nieskrępowaną zakazami zabawę. I tak właśnie spędzałam kolejne lata nauki w mieście. Jestem zdolna i udało mi się przejść przez studia, prowadząc rozrywkowy tryb życia. Z każdym rokiem byłam w tym coraz lepsza. Potrafiłam przez pół roku bawić się, a potem w czasie sesji zakuwać do upadłego, żeby wszystko pozaliczać. Przez cały ten czas utrzymywali mnie rodzice, więc starałam się rozsądnie gospodarować pieniędzmi – tak, by wystarczyło na życie, ale też na imprezy. Siłą rzeczy musiałam się jednak ograniczać. Kiedy poszłam do pracy, ten problem przestał istnieć. Zatrudniłam się w dużej, bogatej firmie, więc stać mnie było na wszystko. Na mieszkanie, jedzenie w knajpach, ciuchy, no i najważniejsze – na zabawę. Już wtedy, po pierwszym roku pracy, czułam, że się zatracam, że życie przecieka mi między palcami. Wszystkie tygodnie wyglądały tak samo. W dni powszednie harowałam od dziewiątej do dziewiętnastej, a po pracy szłam ze znajomymi na kolację. Tam dla relaksu wypijaliśmy parę drinków, a potem rozchodziliśmy się, bo trzeba było iść spać. Do pustego mieszkania wracałam więc koło godziny jedenastej. Już tylko po to, żeby się umyć i zasnąć. Cóż więcej mogłam tam robić, skoro nikt na mnie nie czekał. Nikogo nie miałam. Na stałe, oczywiście. Bo przyjaciół od seksu, przygodnych znajomych było wielu. Ilu? Wstyd się przyznać – po prostu zbyt wielu. Rzucałam się w wir, by uciec przed samotnością… Dziś wiem, że to było głupie, ale wtedy wydawało mi się, że prowadzę super życie. Że jest tak, jak zawsze chciałam. Wesoło, aktywnie, wielkomiejsko. A nie tak, jak w rodzinnym domu – tylko pranie, sprzątnie, obiady, kłótnie o pieniądze, których nie starcza do pierwszego. To było życie moich rodziców. Kochałam ich, doceniałam to, że mnie wychowali, że utrzymywali na studiach, ale nie chciałam iść w ich ślady. – Córciu, kiedy ty się w końcu ustatkujesz? Kiedy sobie kogoś znajdziesz, będziesz szczęśliwa? – pytała mama. – Ale ja jestem szczęśliwa! – odpowiadałam. – Nie wierzę. Sama? – Mamo, ja mam mnóstwo znajomych, przyjaciół. Jestem wolna… – E tam, znajomi… Wiesz, co o tym myślę. – No wiem i dlatego wolę o tym nie rozmawiać. Nie chcę się kłócić… No i nie rozmawiałyśmy. Mama wiedziała, że nie jest u mnie najlepiej. Ona tak, ale ja nie zdawałam sobie z tego sprawy. Wydawało mi się, że jest wszystko w porządku, a tak naprawdę uciekałam. Od tego, co dobre, co wartościowe, co ważne, ale co jednocześnie trudne i wymagające. Od stałego związku, zobowiązań, od poczucia bliskości i więzi. Uciekałam zwłaszcza w weekendy, bo w tygodniu nie było czasu na myślenie. Cały dzień pracy, wieczorem kolacja i głupie pogaduchy. To wszystko. Ale w weekend trzeba było zorganizować sobie czas. Trzeba było uciec z pustego domu, w którym ciszę mącił tylko telewizor. Od rana ruszałam więc w miasto. Na siłownię, potem do kosmetyczki, na zakupy, na obiad do restauracji, a wieczorem na dyskotekę. Tam już tylko alkohol i faceci. Poznawałam ich mnóstwo, nieraz lądowali w moim łóżku. Te noce były pełne uniesień, pasji, zaskoczeń. Ale poranki przypominały mi o tym, dlaczego jestem sama. Krępująca cisza, podkrążone oczy, suchość w ustach. Niezręczna pobudka w jednym łóżku. A potem seria idiotycznych pytań, jakby ta durna gadka miała nas uratować. – A gdzie pracujesz? – Mówiłam ci wczoraj. – Aha, jasne. – Ładnie mieszkasz. – Dzięki. – Zobaczymy się jeszcze? – Tak, pewnie – odpowiadałam, choć byłam pewna, że już więcej się nie spotkamy. Bo po co? Żeby się na trzeźwo nawzajem rozczarować. Zawsze po takiej przygodzie brałam długi prysznic i szłam biegać. Mimo kaca i zmęczenia, zmuszałam się do wysiłku. Tylko po to, żeby po przyjściu do domu, paść do łóżka i spać do wieczora. Potem obejrzeć jakiś romantyczny film i znów zasnąć. Rozmarzona i stęskniona. Z postanowieniem, że za tydzień sobie kogoś znajdę. I tak w kółko. Bez sensu. Coraz bardziej zblazowana, znudzona i niepodobna do samej siebie. Był miły, żartował, a ja uznałam, że mu się podobam Przez te kilka lat poznałam kilku fajnych facetów, ale z żadnym z nich nie udało mi się zbudować związku. Przez długi czas nie wiedziałam dlaczego. Przecież byłam taka, jaka powinna być kobieta. Wyzywająca, odważna, dobra w łóżku, trochę tajemnicza. A oni jednak odchodzili. Wypracowałam więc sobie mechanizm obronny. Gdy tylko pojawiały się jakieś problemy, wmawiałam sobie, że mi nie zależy. Byleby nie zostać skrzywdzoną. Tym sposobem zamieniłam się w kobietę, która nawet fajnych facetów traktowała instrumentalnie. Jak na przykład Roberta. Fantastyczny gość. Przystojny, spokojny, opanowany, pogodny i uczciwy. Był starszy ode mnie o dziesięć lat i pracował w moim dziale. Od razu między nami zaiskrzyło. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo chętnie ze mną rozmawiał i odpowiadał na zaczepki. Nasza relacja opierała się na żartach. On w luźnych pogawędkach wyrażał niepokój związany z moim nieskrępowanym stylem życia, a ja traktowałam go trochę jak starszego brata. – Dziewczyno, znowu? – pytał mnie z samego rana. – Co takiego? – No jak co? Znowu balowałaś przez cały weekend? – Skąd wiesz? – Masz ziemistą cerę. – No wiesz, dzięki – uśmiechałam się. – Mogłabym się obrazić. – Za co? Za szczerość? – Nie, za seksizm. – A jaki w tym seksizm? To samo powiedziałbym kumplowi, gdybym uważał, że przesadza. – Ale żadnemu nie powiedziałeś. – Skąd wiesz? – Zgaduję po twoim uśmieszku. – To jest śmiech przez łzy. – Tak mnie żałujesz? – Tak. Bo fajna z ciebie dziewczyna. Chciałam udowodnić, że faceci są tacy sami Lubiłam go. Był niebanalny, sympatyczny, ciekawy. Miał tylko jedną wadę – był żonaty. A do tego dwójka dzieci. Ale to nie przeszkadzało mi z nim flirtować. Zaczepiałam go, a on zawsze się uśmiechał. Dobrze wiedziałam, że w głębi serca moje zainteresowanie mu schlebia. Byłam pewna, że pociąga go we mnie to, czego nie miał w domu. Przygoda, dreszczyk emocji, śmiałość, zadziorność. Postanowiłam to wykorzystać. Sprowokowała mnie koleżanka. Taka jedna, z którą marnowałam życie na spółkę. Ona też bawiła się w najlepsze. Była najczęstszą towarzyszką moich szaleństw. Któregoś dnia, gdy właśnie skończyłam rozmawiać z Robertem, podeszła do mnie i uśmiechnęła się. – No, no. Ale się mizdrzyłaś! – Co ty pleciesz? – A co, może nie widziałam. Jak jakaś kotka. Ale wrzuć na luz, dziewczyno, Robert to firmowa cnotka. Już niejedna próbowała zagiąć na niego parol na imprezach integracyjnych. Nic z tego, on jest przywiązany do żony na stałe. Jak pies do budy – zaśmiała się złośliwie. – Każdego można wyrwać. Nawet jego. – O proszę, jaka pewność siebie. Chcesz się założyć? – Jasne. – O co? – O satysfakcję. To mi wystarczy. Od tego dnia knułam, jak uwieść Roberta Najpierw musiałam sprawić, byśmy zostali sami. Wtedy tłumaczyłam sobie, że chodzi o wyzwanie, ale teraz wiem, że moje intencje były zupełnie inne. Chciałam sobie udowodnić, że wszyscy faceci są tacy sami. Że dlatego nie szukam nikogo na stałe, bo nikt na takie zaufanie nie zasługuje. Nawet taki ideał jak Robert. W końcu się udało. Nie było to trudne, bo on naprawdę miał do mnie słabość. Wystarczyło, że poprosiłam go o pomoc. Nakłamałam, że muszę zrobić rozliczenia dla jednej z obsługiwanych przez nas firm, a jestem w lesie. Trochę się zdziwiłam, że nie od razu się zgodził – marudził, pytał, czy nie możemy zrobić tego w normalnym czasie. W końcu powiedział, że musi zapytać żony, czy może zostać po godzinach. Poszedł do swojego biura, by do niej zadzwonić. – Myślałby kto, że tak bardzo nie chcesz! – prychnęłam pod nosem. Byłam tak cyniczna. Robert wrócił z informacją, że żona się zgodziła, a ja z cielęcym spojrzeniem mu podziękowałam. Następnego dnia, gdy minęła siedemnasta, oboje ślęczeliśmy nad papierami. Po pół godzinie w biurze zostały dwie osoby, a po godzinie nie było już nikogo. Tylko ja i on. Specjalnie włożyłam moją najbardziej wydekoltowaną sukienkę. Przez cały dzień skrywałam ją pod marynarką, ale teraz zrzuciłam okrycie, by wyeksponować piersi. Robert to zauważył i uśmiechnął się dziwnie. Pomyślałam, że to jest ten moment, że właśnie teraz powinnam zaatakować. Wstałam zza biurka, podeszłam do Roberta i pochyliłam się, żeby spojrzeć w jego wyliczenia. – Co ty robisz? – zapytał. – Nachylam się – uśmiechnęłam się kokieteryjnie. – A po co!? – był wyraźnie zdenerwowany. – No jak to? – straciłam rezon. – Aby sprawdzić twoje wyliczenia. – Majka, ty chyba niczego nie kombinujesz? – No… Nie wiem sama… – odpowiedziałam i wypięłam pierś. Ale nie było w tym już pewności siebie. Była desperacja. – Okej, chyba musimy pogadać. Straciłam kontrolę nad sytuacją Zupełnie nie spodziewałam się, że Robert tak szybko i tak negatywnie zareaguje. Wyobrażałam sobie, że będę go kusić wypracowanym już zestawem gestów i słów. Że zastosuję na nim swoje sztuczki, a on się temu podda. Jak wszyscy faceci do tej pory. A jeśli nie, to zacznie bronić się dopiero, kiedy moje intencje staną się jasne. Bronić nieudolnie, niezdarnie, nieskutecznie. On nie dopuścił nawet do tego. – A nie chcesz? – zapytałam łamiącym się głosem. – Nie, Majka, nie chcę. Mam żonę, dziewczyno. – Dobra, to kończymy, dość tego! Niepotrzebnie cię zatrzymywałam – zaczęłam nerwowo zbierać papiery. – Majka… Majka. Majka! – krzyknął, gdy nie reagowałam. – Co? – Dlaczego ty sobie to robisz? Po co udajesz kogoś, kim nie jesteś – A skąd ty wiesz, kim jestem? – oburzyłam się. – Nie wiem. Ale domyślam się, że nie jesteś dziewczyną, która uwodzi żonatych facetów. Obudź się w końcu, bo niedługo może być za późno. Poszedł sobie. Nic mi więcej nie wyjaśniał. Nie strzelił pogadanki, nie prawił morałów. Nie karmił swojej próżności protekcjonalnym tonem. Ale przede wszystkim nie dopuścił do dwuznacznej sytuacji. Uciął wszystko szybko i zdecydowanie, a jednocześnie z klasą. Znokautował mnie. A jednak są jeszcze porządni mężczyźni… Przez jakiś czas wydawało mi się, że przez to wszystko pragnę go jeszcze bardziej, że się w nim zakochałam. Taki męski, lojalny, zdecydowany. Wiele razy chciałam mu wyznać miłość. Wyobrażałam sobie, że przychodzi do mnie i błaga, żebym go jednak przyjęła. Ale potem zaczęłam zastanawiać się nad jego słowami i nad swoim życiem. Raz czy drugi nie poszłam na imprezę, zostałam w domu. Było strasznie. Bałam się. Czułam się przygnębiona. Ale wytrwałam. No i wtedy dotarło do mnie. Zrozumiałam. Pojęłam, że nie kocham Roberta. Tylko mi zaimponował tym, kim jest. Miłością do żony, lojalnością wobec niej, swoją mądrością i dojrzałością, która pozwoliła mu opanować sytuację. Przywołać mnie do porządku i dać do myślenia. I tak właśnie zmieniłam swoje życie. Nie od razu. Nie jednego dnia. Stopniowo wdrażałam codzienną dyscyplinę i rozwagę. Opłaciło się. Poznałam wspaniałego faceta. Podobnego do Roberta, ale singla w moim wieku. Postanowiłam, że tego nie zepsuję. Niedawno zabrałam go na imprezę integracyjną w firmie. A Robert przyprowadził swoją żonę. Gdy mnie jej przedstawiał, poczułam ogromną ulgę, bo wyobraziłam sobie, jakbym się czuła, gdybym wtedy odebrała jej męża. A tak mogłam jej powiedzieć zupełnie zwyczajnie: – Cześć, miło cię poznać. Wiele o tobie słyszałam od Roberta – a potem przedstawić jej mojego chłopaka. Czytaj także:„Choruję na depresję. Muszę ukrywać swoją chorobę, bo moja matka uważa, że to wstyd”„Miałyśmy tylko siebie, więc marzyłam o przyjaźni z córką. A ona była krnąbrna, zbuntowana i sprawiała problemy”„Z Arturem miałem opijać urodziny, a skończyło się na flaszce nad jego grobem. Gdy zmarł pojąłem, że nie mam po co żyć” Dwa lata temu na pewnej stronce erotycznej, poznałam 7lat starszego faceta. Zaiskrzyło między nami. Ale opowiadał ciągle o seksie, czego to nie robił ze swoimi poprzednimi partnerkami (nawet miał tam zdjęcia z zabaw) itd, że uznałam, że szuka tylko seksu, a ja chcę czegoś więcej. Więc olalam temat. Mimo to, dużo pisaliśmy , mogłam mu powiedzieć o każdym problemie, zawsze wysłuchał, doradził. Więc w końcu rok temu, postanowiłam dać mu szansę. Spotykaliśmy się , iskrzyło. Zamieszkaliśmy razem. Niestety oprócz przytulenia, buziaków nic nie było. Po kilku miesiącach, zaczęłam marudzić . Twierdził że ma dużo stresów, problemów (to prawda, jest ich trochę), no i że nie ma ochoty na seks. W końcu po jakimś czasie, udało mi się go namówić na zabawe, ale tylko zrobił mi przyjemność … I na tym się skończyło … Jemu nawet nie stanął, nie kochaliśmy się , tylko się chwilę mną pobawił i tyle. Jakiś czas temu, znowu po wielu naruszeniach, próbach, zajął się mną … Ale on nie chciał żeby się nim zajmować. Chociaż próbowałam, to bezskutecznie, nic to nie wniosło. Rozmawiałam z wieloma kumplami, bo zawsze ich miałam wielu, każdy zgodnie twierdzi, że w stresujących sytuacjach lubi seks, bo wtedy się może zrelaksować. Z nim jest inaczej . Nie wiem, często zabawiam się sama, nawet nie chce mi się go już męczyć i marudzić. Twierdzi że kocha, na co dzień jest ok, nawet się stara, w domu posprząta, ale nie mogę zrozumieć tego problemu. Próbowałam rozmawiać, wyjaśniać. Zamknięty w sobie. Mówi że wszystko przez problemy codzienne, problemy z pracą, komornik, długi. Nie wiem co robić. Nigdy dla mnie seks nie miał znaczenia, nie bardzo lubiłam to robić … A teraz? Myślę tylko o tym. Nie potrafię się na niczym skupić. Bo myślę jak zrobić, żeby się z nim w końcu kochać.. Wybraliśmy ostatnio kilka zabawek i zamówiliśmy … Ale mimo że ponad 2 miesiące minęły od zakupu, nie wypróbowaliśmy ich … W ciągu 9 miesięcy w trakcie których mieszkamy razem, pieścił mnie może ze 4 razy i to już jak naprawdę mocno na to nalegałam . Chciałam się nim zająć, ale nie. A jak próbowałam. To mu nie staje. Nawet jak on się mną bawi, to nic… Nie wiem w czym problem. Ma dopiero 35lat … Wcześniej z tym chyba nie miał problemów bo ma 2 dzieci. Więc jakoś musiał je zrobić. Zmywam naczynia i widzę, jak pachnący i wykąpany mościsz się już w pościeli. Domywam garnek, kiedy kiwasz na mnie ręką i filuternie, na tyle, na ile cię stać, układasz się na materacu. - Kiedy skończysz? - pytasz, a ja wiem, że nie z troski o to, czy długo jeszcze muszą zapierdzielać, a wyłącznie ze swojej własnej potrzeby. Drogi mężu, kochanie... sorry, nie pójdę dziś z tobą do łóżka. Od jakiegoś czasu [po tekście "Kilka słów, które..."] na moją skrzynkę przychodzi coraz więcej wiadomości dotyczących tego problemu i jestem autentycznie skonfundowana, że narasta on aż do takiej rangi. I że tak ciężko wyjaśnić sobie to małe nieporozumienie. Więc będę o tym pisać, póki będą przychodzić do mnie maile, że kolejna kobieta, kolejny raz, zostaje całkowicie sama. Widzisz, mój drogi. Piszę w imieniu tych kobiet, które nie umieją ci same tego powiedzieć. Ja jestem po prostu zmęczona. Tak. Wiem. Uśmiechasz się, bo to jeden z najsłynniejszych cytatów kobiet zaraz po "boli mnie głowa". Ale poczekaj z uśmiechem. Posłuchaj. Ja też pracuję. Czy w domu, czy dodatkowo jeszcze na etacie - też cały dzień mam zajęcie. Jestem tak zmęczona, że moje zmęczenie jest zmęczone. Jestem skonana. I kiedy widzę, że leżysz i pierdzisz sobie w kanapę, a ja jeszcze to i tamto, bo nie da rady tego odpuścić, nawet jak bym chciała, to wybacz, ale nie da się. Bo następnego dnia utonę w tych rzeczach. I nie czuję podniecenia na myśl o zbliżeniu z tobą, za to powoli zaczynam czuć wściekłość. Wiem, doskonale zdaję sobie sprawę, że ty przez cały dzień również nie spoczywasz na laurach. Pracujesz. Masz swoje obowiązki przy domu, przy dzieciach czy co tam sobie robisz. I swój stres najlepiej odreagowujesz w łóżku. Znam ten mechanizm, sama tak robię. Wieczorem chcesz się odstresować, oglądasz film, klikasz w jakąś gierkę, potem się kąpiesz i... czekasz na mnie. A mnie zaraz strzeli cholera, bo w czasie, kiedy ty leżysz, ja ogarnęłam kuchnię po kolacji, przygotowałam wam i sobie śniadanie na drugi dzień, poprasowałam ubrania i jeszcze muszę zmyć garnki, bo jak ich nie zmyję, to rano na blaty w kuchni trzeba będzie napalm spuścić, taki będzie armagedon po śniadaniu. Tak wiem - nie zwracasz na to uwagi. Ja tak. I przerażenie mnie ogarnia na myśl, ile następnego dnia będę mieć roboty, jeśli dziś sobie odpuszczę. Przerażenie, zdenerwowanie, więc szoruję ten garnek, mimo że mam ochotę wleźć pod kołdrę i po prostu stracić przytomność. A nawet jeśli szoruję, bo nie wyrobiłam się z moimi obowiązkami, a ty ze swoimi jesteś w porządku, to w dalszym ciągu - nie, nie pójdę dziś z tobą do łóżka. Najwyraźniej mam gorszy dzień, gorszy moment, coś się ze mną dzieje i jeśli nie wyrabiam się z moimi obowiązkami, to tym bardziej - nie, nie pójdę z tobą do łóżka. Nie pójdę i nie będę nawet szukać wymówki, bo ona leży w rozsypanych ciastkach na podłodze, sterczy w górze prania, rozpala się na przypalonym mleku na kuchence. Ona tu jest wszędzie, a ty leżysz i czekasz - król życia, pan kanapy, potężny władca pilota od dekodera - zamiast szybko ze mną ogarnąć, co trzeba i wskoczyć razem pod prysznic, gdzie możemy zacząć łóżkowe rytuały. Tak! Chcesz, żebym była rozluźniona i w miarę spokojna, żeby z wdziękiem umościć się z tobą pod kołdrą? To rusz tyłek i pozwól mi to przeżywać w takich warunkach, jakie mnie do leżenia z tobą nastrajają. Przestań jęczeć, że czekasz, że kiedy kochanie skończysz, że może byśmy... Zamiast mnie, sam siebie przyspiesz. Zmień pościel, rozwieś pranie, poskładaj to, co się wala po ziemi, poczekaj na mnie z tym prysznicem, może ja bym chciała, żebyś mi te plecy umył czy masaż zrobił. Rusz się do cholery, bo ja też bym poszła z tobą do łóżka, tylko, kurde, wciąż nie mam okazji. Zapierdzielam jak motorek, kiedy ty nastrajasz się przy kolejnym filmie, którego ja osobiście nawet nie chcę słyszeć, a co dopiero oglądać. Słuchaj, kotku. To prosta sprawa: ty potrzebujesz seksu, żeby się odstresować, ja potrzebuję się troszkę odstresować na seks. Widzę, że leżysz, że czekasz, ale, kurde, ja też czekam! Czekam na moment, w którym wieczorem nie będę musiała nic robić. Jeśli więc do twojego mózgu dojdzie informacja: ja leżę, a ona coś jeszcze robi, to kurde wstań do jasnej ciasnej, pomóż jej, żeby szybciej to zrobiła i wtedy ona szybciej do tego łóżka przyjdzie, a na pewno będzie w lepszym humorze! I tyle. We dwójkę będzie sprawnie, ja będę spokojniejsza wizją wolnego wieczoru, ty będziesz spokojniejszy, wiedząc, że już zaraz, za chwilę, a jak już razem ogarniemy, co trzeba ogarnąć, to zawsze możemy razem skończyć razem pod prysznicem. Nie ma co zbytnio miąć tej świeżo zmienionej pościeli. Udostępnij wpis➡A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ➡Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku Jestem o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej historię znajdziesz TutajAle ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:

on chce mnie tylko do łóżka